Bez kategorii

Jak jest

IMG_2055

Najmlodsza ma niesamowite „oko” fotograficzne. Jak widac powyzej.
W ogole, jestem z niej dumna. Wyrosla na piekna i madra kobiete.
Ale nie o tym mialo byc (chociaz troche tez).

Kiedys, jakies 16 lat temu, w dobrym tonie bylo (wsrod moich polskich znajomych tu) narzekanie na to, co w Belgii jest „nie tak”.
Sama pamietam ze narzekalam, belgoza to, belgoza tamto.
Bo wydawalo mi sie wtedy, ze wyssany z mlekiem matki moj (Polski) styl zycia, to ten jedyny wlasciwy.
Bulwersowalo mnie wtedy wszystko, co bylo inne, a wiec ZUE, natomiast nie wystarczajaco inne, by mozna bylo to podciagnac pod egzotyke (ktora tez jest „dziwna”, bo przeciez POWINNO sie jesc nozem i widelcem, a nie palcami, prawda?)

Niestety wychowalam sie w spoleczenstwie „CO LUDZIE POWIEDZA.
Taka gruba a w szortach.
Jezu, jak ona wyglada, Boszzzz, tragedia…
No wez, ja pierdole, ale pasztet.
Moglaby sie OGARNAC.
Takie ma brzydkie dzieci…

Powiem Wam dzis szczerze, ze nie wyobrazam juz sobie zycia w Polsce.
Przykro mi, taka jest prawda.
I nie tylko ze wzgledu na to, co dzieje sie ostatnio (a od czego podwojnie ciarki mnie przechodza), ale przede wszystkim dlatego ze tu moge sobie zyc tak jak ja chce.

Moge chodzic latem w kozakach do letniej sukienki i nikt mi slowa nie powie, bo to moj wybor. I moje zapocone stopy.
Wierzcie mi, ze w towarzystwie, w ktorym sie obracam, nie obrabia sie na okraglo tylkow i wymaga od nikogo bycia Miss(ter) Universum.
Mozna miec krzywe nogi, maly biust, brak talii, i NIKT slowem na ten temat nie wspomni. Wyglad jest sprawa drugorzedna, na spotkaniach ze znajomymi pijemy wino, gramy w karty, gadamy, nie politykujemy, plujac jadem.

Tu mozna sie wytatuowac, mozna przyjac gosci w dresach (doprawdy!) i nie umyc okien przed swietami. Mozna nie obchodzic swiat, nie chrzcic dzieci, bez ryzyka ukamieniowania. Mozna rowniez chrzcic dzieci, obchodzic koniec Ramadanu, cokolwiek.

Mozna zyc jak sie chce.
To chcialam dzis napisac.

Bez kategorii

I ze Ci nie odpuszcze…

IMG_2068
Bylam na slubie, co prawda bardziej w roli fotografa, niz goscia, ale zawsze.
Gdyby ktos mnie zapytal, czy chcialabym jeszcze raz stanac na slubnym kobiercu, odpowiedzialabym ze jak najbardziej tak. Bylaby to jednak zupelnia inna ceremonia od poprzedniej, zaprosilabym najblizszych znajomych i rodzine i cieszylabym sie ich towarzystwem. Nie marzy mi sie weselicho zastaw sie, a postaw sie, za wzgledu na to, ze mieszkam za granica i mam nieco skomplikowana sytuacje rodzinna, nie musialabym sie raczej obawiac roznych pociotek, ktore (niezaproszone) moglyby sie poobrazac na smierc.

Z utesknieniem czekam na urlop. Wiem, carpe diem, korzystam z kazdego dnia, ale juz chce niemusiec rano wstawac i leciec do biura. Jeszcze troche.
Syn moj pierworodny, Blondas dlugonogi, wojazuje w miedzyczasie ze swym ojcem, dziekowac bogu za uotsapy, bo przynajmniej wiem gdzie jest, nawet od czasu do czasu dzwoni.

Bez kategorii

Pol roku pozniej…

IMG_2014.JPGTo jest Stefa. Jeszcze nie wiem czemu jest smutna, dowiem sie dopiero jak moja wspol-koniokradka napisze o niej historie.

* *

Prowadze bajkowe zycie, doslownie.

Kolekcjonuje misie, sarenki i muchy, latam z nimi do lasu, kaze chlopu budowac mini lozeczka, ciesze sie jak dziecko z kazdej opowiesci, ktora wyjdzie spod mojego obiektywu i spod piora Jakubowskiej. Tak, tak, starej, dobrej Jakubowskiej, z ktora po latach polaczyla mnie milosc do fantazjowania.

(Mozna nas znalezc na Instagramie/ Verhalenweverij)

Wypelzlam ze skorupy. Teraz czekam az wyschna mi skrzydla.

 

Bez kategorii

Osiolkowo

untitled-37-2.jpgSiedzac z Jakubowska nad naszym nowym (wspanialym!) projektem, poczulam znowu jak fajnie jest sie zaangazowac, tworzyc, realizowac pomysl, albo – na sam poczatek – glowkowac, jak by tu sie zabrac za jego realizacje. Spedzilysmy pare godzin zapisujac kolejne strony A4, robiac zdjecia, buszujac po necie, pijac cave (i kawe) i wspominajac przy okazji stare dzieje.

Poznym wieczorem Jakubowska stwierdzila usmiechnieta, ze nawet jezeli nic nam z tego nie wyjdzie, i tak warto bylo, bo dawno juz nie dostala takiej dawki pozytywnej energii, jak podczas tych kilku spedzonych razem godzin.

Nie moglam nie przytaknac.

Oprocz celu liczy sie rowniez wiodaca do niego droga.

(Trzy dni pozniej)

Cos tam jednak sie wykluwa, juz nawet widac dziobek, poki co otulamy szczelnie, ale jak nabierze ksztaltow, to z przyjemnoscia sie pochwale.

Nie myslalam ze kiedykolwiek bede miala okazje to napisac ale:

W niedziele bylam na farmie zaplatac warkoczyki osiolkom.

I czesac im futerka. Pieknie bylo.

Bez kategorii

Jak ocalić swoje życie. (E. Jong)

roza zima (1 of 1)
W kwiecie wieku (mam nadzieję że tak mniej więcej gdzieś w połowie mojej wycieczki po tym ziemskim padole) coraz częściej  udaje mi się utrzymać lejce dzikiego konia, zwanego emocjami.
Nie znaczy to że stałam się lilii na tafli jeziora, ale nie daję już się ponieść, otłuc sobie tyłka i podnieść ciśnienia przy byle okazji.
Zamiast znaleźć się w samym epicentrum emocjonalnego tajfuna, uczę się stanąć z boku, przyjrzeć się i poczekać, aż przejdzie.

Nie stało się to z dnia na dzień, nie da się za pomocą czarodziejskiej różdżki zmienić swojej głowy, ale można nad nią popracować. Można i warto.
Jestem wielką zwoleniczka metodologii zwanej ACT (proszę sobie wyguglac), bo dzięki niej przestałam walczyć z  myślami i dzięki temu one przestały mną rządzić.

Brzmi kosmicznie?
Przykład (jeden z wielu, ale bardzo namacalny):
Od bardzo długiego czasu (paru lat) notorycznie miewałam różne dziwne odczucia okolobrzuszne.
Mdłości, żołądek skręcony w supeł, itd. Zaczęłam się tym strasznie przejmować i moja uwaga non stop kręciła się wokół tego czy coś mnie dziś gniecie i co to oznacza.
Badania lekarskie wykluczały choroby, a ja i tak ciągle się denerwowałam, że na pewno jest na rzeczy coś, czego lekarz nie zdiagnozował.
A im bardziej się tym przejmowałam (na siłę usiłując jednak o tym nie myśleć), tym gorzej się czułam. Efekt spirali w dół.
Przełom nastąpił gdy zaproponowano mi, żebym dała sobie prawo do bólu brzucha i nie usiłowała za wszelką cenę się go pozbyć.
Nie “karala sie” mentalnie za swoją niedyspozycję, a zamiast tego obserwowała co pojawia się w mojej głowie.
“O, znowu myślę o tym że mnie coś w dołku sciska”.
I po paru miesiącach stał się cud. Wszelkie dolegliwości się skończyły.  Im mniej martwiłam się swoim zdrowiem, tym lepiej się czułam.

(!!) Nie namawiam absolutnie do wmawiania sobie że wszystko jest ok, jeżeli czujemy że coś nam dolega – do lekarza i to biegiem!
Mówię o mojej konkretnej sytuacji, w której badania nie wykazywały żadnej anomalii, a problem nie znikał.

Przywiazujac zbyt wielka uwage do tego, co podsuwa nam glowa, mozemy sobie zrobic kuku. A po co?