Bez kategorii

Im starsza jestem, tym bardziej odpowiadaja mi wakacyjne klimaty odludno-pozamiejskie, dresy i brak makijazu. (No trudno, moze elegantka zostane w przyszlym wcieleniu.)

Wrocilismy z urlopu w Ardenach. Bylo przepieknie. Prosto i bez napinania sie. Sniadania przy drewnianym stole, na tarasie, odglos platkow sypanych przez Oliwka do miseczki, o osmej rano, podczas gdy my przewracalismy sie na drugi bok, zeby jeszcze troche „dospac”.

Chwile, od ktorych krecilo mi sie w glowie: „mama, czy ty zdajesz sobie sprawe, ze patrzymy wlasnie na Wszechswiat, czy to nie jest niesamowite?!” (podczas poznowieczornego wyczekiwania na spadajace gwiazdy). 

Przede wszystkim – brak pospiechu. Uwaznosc i autentyczna radosc z bycia razem. Nie wiem jak o tym pisac, zeby nie zabrzmialo banalnie. Jedzenie kanapek na parkingu, wlasnorecznie przygotowana pizza i karciane wieczory z dwoma dziesieciolatkami. Ukladanie tamy z rzecznych kamieni.

Oli, ktory piec minut po dotarciu na miejsce, sciaga buty i biega boso, bo on „tu czuje sie hobbitem”.  Naturszczyk z chudym tylkiem, drobnokosicisty i domorosly filozof, ktorego nie sposob nie lubic. Piszczacy z zachwytu na wiesc, ze zaczynamy szukac naszego wlasnego Domu.

Life is GOOD.

***

Ups. Znowu zdjecie rozowego wina? No doprawdy. Takie rozowe to lato.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s